2017-08-11

Tańce hawajskie na Shikoku?!

Trochę się zdziwiłam, kiedy pierwszy raz zobaczyłam plakat zachęcający do udziału w UTAZU ALOHA NIGHT. Hawaje na Shikoku? Nad japońskim Morzem Wewnętrznym?
A jednak to możliwe. Okazało się, że już po raz ósmy ta impreza odbywa się w moim miasteczku.

Co prawda było to w połowie lipca, ale panują teraz potworne upały - dzień w dzień 33-35 stopni i nie chce być mniej, i do tego bardzo duża wilgotność - nie mierzyłam, żeby się dodatkowo nie przerażać, ale co najmniej 80%, więc nie wystawiam nosa na zewnątrz, a skoro siedzę w domu to i zdjęć okolicy nie robię :(

To wracamy do Hawajów. Cóż to takiego ta Aloha Night? Ano pokaz tańców hula. 
W tym roku udział wzięło 25 zespołów tańca i w sumie około 600 tancerzy. Takie znalazłam dane, sama nie liczyłam :)  Właściwie to powinnam napisać 600 tancerek, bo nie widziałam ani jednego tancerza. Tańczyły głównie starsze panie.
Zupełnie nie wiedziałam, że to wydarzenie jest tak bardzo popularne. Podobno z roku na rok coraz więcej szkół tańca hawajskiego zgłasza swój udział.

Impreza odbywa się w parku nadmorskim, a więc w bardzo ładnej scenerii. Są dwie sceny: scena zachodzącego słońca - tuż nad morzem, z zachodzącym słońcem w tle, i scena na trawie - w środku parku, zgodnie z nazwą usytuowana na trawiastym placu.
Każdy zespół występował na obu scenach.
Rzeczywiście, tańce na tle zachodzącego słońca wyglądały bardzo efektownie.

Publiczność też dopisała. Pierwszego dnia, w sobotę, zauważyłam nawet wielu zagranicznych turystów.

Latem w Japonii odbywa się mnóstwo natsu matsuri (letnich festiwali) i Aloha Night można do takich festiwali zaliczyć. A skoro natsu matsuri - to muszą być yukaty, stoiska z jedzonkiem i piwem, i hanabi (fajerwerki). Niestety, tych ostatnich u mnie nie było :(

Na stoiska z jedzeniem i piciem czy na fajerwerki nie mam wpływu, ale yukatą mogłam mieć swój wkład w festiwal. Akurat mam dwie yukaty, więc każdego dnia (Aloha Night trwała dwa dni) mogłam się zaprezentować inaczej :) Problem był tylko w pasie obi i jego wiązaniu. Z zakładaniem samej yukaty nie mam problemu, ale już z wiązaniem obi tak dobrze sobie nie radzę. Zatrudniłam męża, który przez kilka godzin dzielnie studiował dwa różne wiązania. Muszę przyznać, że jak na pierwszy raz wyszło mu świetnie, ale wyczerpało go to potwornie.

To może teraz zdjęcia.

Najpierw scena zachodzącego słońca.





  


Scena na trawie.




Tancerki poza sceną.



Japonki w yukatach.



I na koniec moje yukaty i pasy obi.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz